Czy dobrze ustawiłeś drabinę?
„Zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę, w Chrystusie Jezusie.” (Flp 3,13-14)
Przeszłość
Każdy z nas nosi plecak różnych doświadczeń. Jestem przekonany, że w plecaku tym znajduje się wiele ciężkich kamieni, które potrafią przygniatać do samej ziemi. Każdy z nas ma również niechlubne wspomnienia przeszłości. Nie ma człowieka bez grzechu. Każdy z nas upadł. Ale to, co jest najważniejsze, to fakt, że bardzo polubiliśmy ten ciężar. Dobrze nam z nim, bo wydaje się nam wówczas, że to takie chrześcijańskie, to takie męskie. Prawda jest jednak zgoła inna – boimy się ten ciężar oddać Bogu. Lękamy się, że jak zniknie poczucie winy, to zobaczymy w sobie coś nowego, zobaczymy, że Bóg chce od nas jeszcze więcej. Dlatego wciąż wracamy do tego, co było, rozpamiętujemy przeszłość. Czy to jest jednak to, czego Pan chce od nas? Czy on chce dla nas życia przeszłością? "Cóż więc powiemy? Czyż mamy trwać w grzechu, aby łaska bardziej się wzmogła? żadną miarą! (2) Jeżeli umarliśmy dla grzechu, jakże możemy żyć w nim nadal?" (Rz 6,1-2). Bóg kocha nas i zesłał swego Syna, abyśmy mogli mieć życie, abyśmy nie musieli wciąż powracać do tego, co było, abyśmy potrafili zamknąć jakieś rozdziały w naszym życiu i zająć się pisaniem kolejnych. Musimy sobie dobrze uświadomić, co z przeszłości nas obciąża po dziś dzień. To mogą być relacje z innymi ludźmi, sprawy dotyczące naszego serca, tłumienie w sobie radości życia i przygniatanie się poczuciem winy, że wciąż czegoś nie zrobiliśmy, że wciąż nie jesteśmy tacy, jakimi inni chcą nas mieć lub my sami. Nadaj tym ciężarom konkretne nazwy. Zastanów się, jakie ciężary z przeszłości dźwigasz? Co cię znacząco ogranicza obecnie? Może to być ograniczona sprawność fizyczna, pochodzenie z rozbitej rodziny, niepowodzenia, wstyd, sława, duma, pycha, uznanie etc. Jeśli żyjemy błędami z przeszłości, to trochę tak, jakbyśmy dawali świadectwo, że Jezus umarł na Krzyżu na próżno, że nadzieja na zaczynanie wciąż od nowa była zupełnie pusta. Czy masz odwagę, by tak powiedzieć? Kiedy uporamy się z naszą przeszłością i uwolnimy nasze nogi do biegu bez tych ciężarów, wówczas okaże się, że możemy zacząć żyć tu i teraz.
Teraźniejszość
Wyobraź sobie następujący obraz: przy wysokim murze stoi drabina. Pomyśl, że całe życie polega na wchodzeniu na nią. Jak byś się czuł, gdyby po postawieniu nogi na ostatnim szczeblu, okazało się, że przystawiłeś drabinę nie do tej ściany, na której miałeś się znaleźć? Miałeś tylko jedną szansę i zmarnowałeś ją zupełnie. Problemem wielu chrześcijan jest brak równowagi pomiędzy skupianiem się na przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Jedni żyją tym, co było. Inni skupiają się tylko na tym, aby wycisnąć z życia maksimum bez myślenia o zdawaniu z tego relacji przed Bogiem w przyszłości. I wreszcie są i tacy, którzy tak dużo myślą o życiu w wieczności, że zapominają o tym, że Królestwo Boże zdobywa się żyjąc na ziemi. Bóg nie stworzył nas na jakiś czas. On stworzył cię na wieczność. Czas tutaj na ziemi jest po to, abyśmy mogli Go poznać. To również czas, kiedy Bóg rozwija w Tobie charakter na swoje podobieństwo. Jeżeli zamierzasz żyć tylko tu i teraz, rozmijasz się z ostatecznym celem, dla którego zostałeś stworzony. Jeśli chcesz żyć tylko tu i teraz, wówczas twoja przeszłość będzie kształtowała twoje życie. A naszą teraźniejszość powinna kształtować przyszłość, to kim kiedyś będziemy i gdzie będziemy. Jak myślisz, co kształtuje twoją codzienność – przeszłość, czy przyszłość? Dlaczego? "Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca." (Ps 90,12). Jaką wskazówkę daje nam ten fragment? Musimy pamiętać, ż nasze życie tu na ziemi jest ograniczone i kiedyś się skończy. Liczenie dni, pamiętanie o kruchości życia powinno stawać się mocnym bodźcem, aby żyć jeszcze bardziej dla Boga, jeszcze mocniej szukać Jego woli. Co byś zrobił, gdyby został ci miesiąc życia? Często w czasie odkładamy doświadczenia trudne, wymagające walki lub te, dla których boimy się ryzykować. Może najwyższy już czas, aby podjąć te działania…
Przyszłość
Święty Paweł również zmagał się z problemem równoważenia tych trzech rzeczywistości: przeszłości, teraźniejszości i przeszłości. Przeczytaj teraz fragment z Listu do Filipian 3,13-14: "Zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę, w Chrystusie Jezusie.". Na sam koniec chcę zaprosić cię do skonfrontowania twoich ideałów z rzeczywistością, jaką tworzysz i kreujesz wokół siebie. Musimy być pewni, że inwestujemy nasze życie, czas, środki w rzeczy, które nie przemijają i które przygotowują nas do życia w przyszłości. Jeśli tego nie dostrzeżemy, pójdziemy w niewłaściwym kierunku. Dlatego zastanów się: W co inwestujesz swoje życie, czas i środki? Sporządź poniżej dwie listy. Z lewej napisz rzeczy, które przemijają, a w które inwestujesz? Po prawej zaś te nieprzemijające. Pomódl się, aby Bóg pokazał Ci, jakich powinieneś dokonać zmian w sposobie inwestowania w swoje życie. Poproś o Bożą perspektywę dla swego życia. Zapisz również zmiany, jakich Bóg od Ciebie oczekuje.
Najważniejszy jest Cel
„Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.” (Mt 5,13)
Długo zastanawiałem się nad tym fragmentem pewnego środowego popołudnia. I doszedłem do wniosku, że jest to pytanie o cel. Szczególnie w kontekście duchowości mężczyzny pytanie to nabiera głębokiego i nadzwyczaj ważnego znaczenia. Mężczyzna jest przecież nie tylko tym, który ma mieć cel, ale również tym, który do niego prowadzi innych.
Jezus mówi – jak to zwykle czynił – pewnym obrazem. Wyobraź sobie sól. Taką zwykłą kuchenną sól. Gdybyś postawił ją otwartą, z pewnością by wywietrzała, straciła swój słony, jakże potrzebny do kulinariów, smak. Nie byłaby już potrzebna, straciłaby swój cel, to do czego jest przeznaczona. I Jezus porównuje ludzi wiary, chrześcijan właśnie do soli i przestrzega, byśmy nie stracili smaku, celu, charakteru i tożsamości.
Czym jest cel w życiu chrześcijanina? Jak go rozumieć w kontekście męskiego życia? Cel jest maleńkim światełkiem pośród mroku codziennych trudów. Cel jest liną rzuconą tonącemu. Cel jest wychodzeniem na stromą górą, jest wyciskaniem ostatnich potów, aby będąc już na szczycie móc krzyknąć „Zwyciężyłem!”. Cel jest mozołem codziennie dokładanej maleńkiej cegiełki, która sama nic nie znaczy, ale po wielu dniach tworzy most na brzeg twoich marzeń. Tak jest cel. On sprawia, że idziemy, choć nogi zmęczone.
Dlatego właśnie Jezus tak bardzo zwracał nam uwagę na to, byśmy nie spuszczali z pola widzenia naszego Celu. Nie chodzi mi o jakieś tam, ogólne cele. Ale te konkretne cele, które dotyczą twego życia, które są dana właśnie tobie, właśnie tu i teraz. Realizację tego Celu nazwiemy Osobistą Przygodą. Mężczyzna może nie mieć drogiego samochodu, może nie grać w pierwszej lidze, może nie siadywać na fotelu prezesa, aby żyć pełnią życia. Ale musi znać Cel i przeżyć Osobistą Przygodę. To nie jest ot taki sobie frazes. To zdanie, które może zmienić Twe życie, jeśli na to pozwolisz. Dlaczego? Ponieważ to Bóg dał Ci ten Cel. W Liście do Efezjan czytamy: „Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.” (Ef 2,10). Być może nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałeś, albo - co bardziej prawdopodobne – nie zastanawiałeś wystarczająco długo, aby odkryć sens tych słów, ale Bóg MA dla Twego życia plan, ma ową Osobistą Przygodę, jaką dla Ciebie przygotował. Pomyśl o tym, co budzi w twym sercu drżenie. Zastanów się nad tym, co tkwi głęboko w Twym męskim sercu, a co zawsze chciałeś zrobić. Przypomnij sobie to uczucie, kiedy wiesz, że możesz wszystko i przypomnij sobie, co to uczucie wywołuje.
Osobista Przygoda nie umiera w nas z czasem. Więcej nawet! Kiedy coraz bardziej o niej zapominasz, upychasz gdzieś w ciasnym zakamarku swego serca, przychodzą chwile, kiedy jeszcze mocniej budzi się i domaga realizacji. Ale musisz na nią odpowiedzieć.
Tak, jak już pisałem – cechą Osobistej Przygody jest to, że jest ona… osobista. Jedyna w swoim rodzaju. I choć może wydawać Ci się, że wielu szło drogą, która ty idziesz, to jednak TWOJA droga, TWOJA podróż i stąd należy ona do Ciebie. Do Ciebie również należy decyzja, czy podejmiesz wyzwanie… Odpowiedz sobie na następujące pytania: Czy realizujesz swoją Osobistą Przygodę? Jak to robisz? Czy możesz dać z siebie więcej? Co musiałbyś uczynić?
Jeśli tracimy Cel, tracimy smak. Jeśli mężczyzna nie zna swego Celu i nie realizuje go, to jak miałby pomagać w tym innym?
Swoim dzieciom? Synkowi, który zapyta z nadzieją w oczach „Tato, co muszę zrobić, by polecieć w kosmos?” Jak miałby pomagać w realizacji celu, który ma jego żona? Nie możesz dać innym tego, czego sam nie posiadasz. Nie możesz prowadzić tam, gdzie nigdy sam nie byłeś.
„Jak mam odkryć ten Cel? Jak zrozumieć sens mojej Osobistej Przygody?” – zapytasz. Mężczyzna, aby mógł oddychać pełną piersią swego męskiego życia, potrzebuje również chwil samotności. Intymnego stanięcia twarzą w twarz z samym sobą. Właśnie w takich momentach możemy odkryć, co Bóg dla nas przygotował i czego oczekuje. Pamiętasz, jak mówiliśmy o byciu elastycznym, jak glina? Jeśli nie dasz Mu się formować – nic z tego nie wyjdzie. Moment ciszy i samotności jest nieodzowny, abyśmy mogli rozważać nasz Cel i obierać dobry kierunek. Jednak problem polega na dwóch rzeczach:
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ cisza sprawia, ze musimy konfrontować to, co robimy z tym, co powinniśmy robić. A samotność boli dlatego, że właśnie wtedy stajesz w prawdzie przed samym sobą. Być może uważasz inaczej, ale zanim wyrazisz swoją opinie odpowiedz na następujące pytania: Ile czasu w tygodniu możesz spędzić na modlitwie, rozmyślaniu w samotności i ciszy? Czy widzisz, że potrzebujesz więcej takich chwil?Dlaczego?
Szukając prawd związanych z naszym życiem patrzmy na Jezusa. On również wiele razy szukał ciszy i samotności. Nie tylko wówczas, kiedy czekało Go trudne zadanie (jak w przypadku kuszenia na pustyni tuz przed rozpoczęciem działalności, czy podczas modlitwy w Ogrodzie Oliwnym), ale na co dzień („Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił.” Mk 1,35). My musimy czynić podobnie, aby żyć pełnią życia, którą On nam obiecał (J10,10)!
W każdym facecie drzemie serce Wojownika. Może być ono bardziej lub mniej oswojone, dzikie lub łagodne, ale w różnych sytuacjach życia daje o sobie znać. W sercu tym drzemie siła i potencjał, który może być wykorzystany do tworzenia lub do niszczenia.
KIEDYŚ
Jak młody chłopak stawał się Wojownikiem?W ludach pierwotnych wejściu w męskość towarzyszył zawsze jakiś rytuał wtajemniczenia, inicjacji, w którym młody chłopak włączany był do plemiennych Wojowników i od tej chwili był ich pełnowartościowym i pełnoprawnym członkiem. Rytuał nie był jakąś zabawą, wiązał się z konkretnym wysiłkiem, młody chłopiec musiał wykazać, że zasługuje na to, aby być prawdziwym Wojownikiem. Do tego wydarzenia przygotowywał się dużo wcześniej, hartując swoje serce i ciało, by mieć zdolność panowania nad ich słabościami i pokusami. Oczywiście miał swojego Mistrza, który go uczył i pokazywał, jak ma żyć, jak polować, jak bronić się. Zazwyczaj był nim jego Ojciec. To on wprowadzał go w tajniki męskości. Chłopiec musiał poznać smak bólu, by umieć sobie z nim radzić. Podczas wtajemniczenia musiał wykonać konkretne zadanie. Samo wydarzenie miało podniosły charakter dla całej lokalnej społeczności. W trakcie tego zadanie musiał zmierzyć się nie tylko z siłami natury, ale przede wszystkim z własnym porywczym sercem. Wiedział, że od tego wydarzenia zależy wszystko i wiedział też, że może podołać temu wyzwaniu.
Co mu dawało stanie się Wojownikiem?
Przede wszystkim od tej chwili był prawdziwym mężczyzną. Nabierał szacunku w oczach ludzi, bo dzielnie walczył, zdobywając cel i nagrodę. Było to też zakończenie okresu dzieciństwa, opieki pod "matczyną spódnicą". Teraz sam stanowił o sobie, ale zawsze po to, aby służyć innym. Teraz wiedział, że kryje się w nim wielki potencjał twórczy, a także wielka odpowiedzialność - był gotowy oddać życie za bliskich i bronić ich przed każdym zagrożeniem. Ludzie pokładali w nim nadzieję. Wyprawa na polowanie nie była okazją do zabawy. Młodzieniec ryzykował życie, by zapewnić przetrwanie swojej społeczności. Od tej chwili mógł założyć własną rodzinę, czyli wziąć odpowiedzialność za swoją żonę, a później i dzieci. W zaciszu swojego domu był delikatny i troskliwy, bo rodzina była dla niego najwyższą świętością, gdy zaś wychodził na polowanie był odważny i dzielny, bo wiedział, o co walczy. Potrafił panować nad strachem, bólem i pożądliwością. Wiedział, w którą stronę kierować swoją siłę, by była ona twórcza. Miał jasny kręgosłup moralny, a w tym, co najważniejsze nie szedł na ustępstwa pomimo trudu i cierpienia.
Kim byli dla niego inni Wojownicy?
Z innymi Wojownikami łączyła go szczególna więź i zaufanie. Kiedy razem szli na polowanie lub bitwę, wojownik wiedział, że zawsze może na nich polegać. Każdy miał swoje szczególne miejsce, każdy był potrzebny. To z nimi spędzał godziny, siedząc w deszczu lub oczekując na zwierzynę, kiedy to często musieli porozumiewać się bez słów. Oni naprawdę dobrze znali siebie i swoje słabości. Musiał im ufać, a nawet nieraz oddawać życie w ich ręce. W tym kręgu słuchał historii ich życia i z nimi dzielił się swoimi troskami. Czasami wystarczyło, że po prostu z nimi był. Czuł się częścią zespołu/wspólnoty, dla której był ważny i na której zawsze mógł polegać.
Kto był najważniejszy w życiu Wojownika?Rodzina. Ten cały trud ponosił ze względu na rodzinę. Ta specyficzna grupa facetów - Wojowników całym sercem była przy swoich rodzinach, przy swoich żonach i dzieciach.
DZIŚ
Jak młody chłopak staje się Wojownikiem?
A właściwie pytanie brzmi, czy w ogóle nim się staje, czy w swoim życiu ma Mistrza, czy potrafi ukierunkować moc swego serce w celu kreowania, tworzenia?
Wydaje mi się, że kiedyś łatwiej było być prawdziwym mężczyzną z Walecznym sercem. Łatwiej niż dziś, ale być prawdziwym mężczyzną zawsze było trudno. To wielkie zadanie, przygoda, na którą musi wyruszyć każdy facet, aby poznać swoje serce i aby umieć zapanować nad sobą. Facet, który nie wyruszy w tę drogę może stać się zagrożeniem dla tych, których powinien chronić, a nawet może zostać okrutnym tyranem. Jest też druga strona medalu. Wielu z nas staje się potulnymi, grzecznymi i ułożonymi mężczyznami, którzy nie potrafią podejmować decyzji i walczyć. Kiedyś będą mężami (albo już są) i będą mieli swoje dzieci. Jak mają wtedy zadbać o nich, jak mają swoim synom pokazać, czym jest prawdziwa męskość. Kończy się tym, że spędzają całe godziny przed telewizorami, odcięci od żony i dzieci, odczuwając pustkę i niespełnienie.
Dziś szczególnie potrzeba nam być w gronie Wojowników. Dziś szczególnie potrzebne jest Przymierze Wojowników.Zapraszam wszystkich odważnych facetów, którzy chcą wyruszyć w trudną i szaloną przygodę, aby poznać swoje Waleczne serce.
Zapraszam do Przymierza Wojowników, Przymierza Braci. Aby być prawdziwym chrześcijaninem! Aby dawać świadectwo o Bogu i prawdziwej męskości! Aby umieć przekazać wiarę swoim dzieciom! Aby żyć pełnią męskości!
4 Prawdy Wojowników:
Prawdziwy Wojownik uczy się od Mistrza.
Prawdziwy Wojownik jest czułym i zaangażowanym mężem i ojcem.
Prawdziwy Wojownik trwa przy innych Wojownikach.
Prawdziwy Wojownik ma zdrowy stosunek do rzeczy i pracy.
Źródło: www.za-kochanie.pl STREFA BLOGÓW - .:BLOG:. Z rycerskiego szlaku
| Jak tak patrzę, co w mojej głowie siedzi, to widzę szalony obraz walczącego gościa. Walczyć jest z kim, walczyć jest za kogo i walczyć jest o co... Walczyć jest z kim Wrogów jest sporo. Niektórzy działają z ukrycia, inni są dobrze znani, ale są też tacy, którzy zawsze byli "przyjaciółmi" jak przysłowiowy Brutus. Facet, jak przystoi dowódcy wojsk, musi mieć zaplanowane pewne działania, a zarazem być gotowym na nagłe zwroty akcji. Dobry przywódca jest zawsze czujny i gotowy do reorganizacji swoich legionów. Jest jeszcze jeden fakt związany z bitwą. Tam, gdzie jest walka, są i zwycięzcy, ale są też pokonani i zawsze są ofiary, czasem "ofiary losu". Ten szalony obraz męskiego świata często jest też jego samotnością, kobiety inaczej postrzegają przez co nie zawsze rozumieją, ale nie trzeba wiele. Ostatnio moja żona na forum napisała w temacie "Jak w nim obudzić...?" takie zdanie: "...pozwolić mu na jakąś szaloną inicjatywę, na zaskoczenie (a nie: "i tak wiedziałam, że kupisz mi kwiatki;-), pozwolić mu obejrzeć mecz czy zagrać w grę komputerową, której celu czy sensu nie rozumiemy, pozwolić mu obejrzeć film akcji... Czyli: nie tłamsić jego zachowań tylko dlatego, że nam się nie podobają, bo ich nie rozumiemy. Nie mówić o nim źle w towarzystwie, nie poprawiać go ciągle." Chwała Ci za to moja Żono! Ale to była mała dygresja. Wróćmy do naszych wrogów. Jak już pisałem, jest ich sporo. Chyba największym wrogiem faceta jest on sam. Dlaczego? Bo po prostu najtrudniej jest wyjść z siebie i stanąć obok, by popatrzeć, jak się żyje i wygląda. Więc ten wróg może zabić w nas czujność i wtedy możemy nie być gotowym na atak z zaskoczenia, wtedy może się okazać, że zawiodła komunikacja i niepostrzeżenie straciliśmy kilka strategicznych punktów. Wróg ten działa z ukrycia, jest najbliżej i najłatwiej osłabia naszą czujność. Trzeba umieć pokonać siebie. Wskazówka dla walczącego: być czujnym! Kolejnym wrogiem faceta - dobrze znanym, ale bardzo tajemniczym i skrytym - są własne kompleksy. Tak, my faceci też je mamy, ale krótko mówiąc są naszą "piętą Achillesową", więc o nich mało mówimy. I tu ważne spostrzeżenie... coraz częściej spotykam mężczyzn, którzy mówią o swoich kompleksach. O takich znowu mówi się, że są facetami użalającymi się nad sobą. I słuszne stwierdzenie. Facet może zdradzić swoje słabości, ale dobry dowódca powie o nich tylko swoim zaufanym ludziom, którzy nie wykorzystają tego przeciwko niemu, ale raczej pomogą znaleźć wyjście. Kolejnym problemem jest fakt, że użalanie się nad sobą to znak, że facet sobie zdecydowanie nie radzi z kompleksami, że tą walkę już przegrał. Pokonany mówi o swojej klęsce. Wskazówka dla walczącego: by pokonać własne słabości możesz powierzyć je tylko zaufanym! Są też tacy wrogowie, których sami sobie zaserwowaliśmy. Kiedyś uznaliśmy ich za godnych zaufania i powierzyliśmy im nasze plany. Szydercy ci kierują nasze myśli w złych kierunkach. Buntują nas. Często świat czy znajomi sprzedają nam gorące, szybkie recepty na każdą bolączkę. Dobry dowódca korzysta ze sprawdzonych metod, które zna. Jeśli decyduje się na jakieś nowe rozwiązanie robi wszytko, aby być pewnym jego skuteczności. Często pojawia się pokusa łatwych i szybkich rozwiązań, ale konsekwencje pojawią się szybko. I z tym wrogiem przyjdzie nam nieraz przegrać jakąś bitwę. Wskazówka dla walczącego: bądź rozważny i nie działaj pochopnie! Walczyć jest za kogo W tym dzikim sercu mężczyzny jest wiele rozterek. Dowódca ma w swoim wojsku wiele różnych jednostek, musi znać ich wartość, aby ocenić gdzie tkwi jego siła. To chyba dla faceta najtrudniejsze zadanie. W jego batalionie jest: praca, kobieta, rodzina, ambicje, hobby, przyjaciele, itp. By być zwycięzcą nie pokonanym, facet musi mieć jasną hierarchię wartości. Musi wiedzieć, co jest najcenniejsze i co wymaga największej uwagi i troski, choćby wiązały się z tym straty. Niewątpliwie tą najważniejszą wartością tu na ziemi jest Pani jego serca. By ona była w centrum, potrzeba jednak, aby Największym autorytetem i Mistrzem był dla faceta Bóg. Tu nie ma żadnej wątpliwości. Każdy facet nosi w sobie kapłaństwo, on jest filarem wiary dla rodziny, jeśli jednak nie jest, to bywa tak, że kobieta musi go zstąpić, a skutek jest prosty: jego system jest mocno chwiejny i wszytko może się rozsypać. Ale to temat na kolejny wpis na tym blogu. Dowódca wie, że ponosi odpowiedzialność za tych, którzy powierzyli mu swoje życie. Kiedy jest najciężej, kiedy żołnierze czują, że przegrywają muszą mieć oparcie w dowódcy, który ma ich pokrzepić. Nie może pokazać po sobie, że traci kontrolę... To spowodowałoby panikę, podział i strach. Dlatego walka duchowa faceta musi w pewien sposób odbywać się w jego samotności. Kobiety chciałby często wiedzieć o wszystkich bolączkach faceta. By facet był podporą dla kobiety, niektóre bitwy musi odbyć sam, mając wyryte na sercu imię ukochanej. To są najpiękniejsze walki, bo wtedy nie zdobywamy żadnych laurów, o tych bitwach nikt nie wie, ale największą nagrodą staje się fakt, że Ukochana czuje się bezpiecznie i widzi w mężczyźnie podporę tak jak wojsko w swoim dowódcy. Wskazówka dla walczącego: musisz wiedzieć, kto jest najważniejszy i umieć ponieść za to ofiarę, kiedy tego wymaga sytuacja! Walczyć jest o co By wygrać bitwę, dobry dowódca musi wiedzieć, jaki jest jej cel i jaka czeka go nagroda. Facet, który musi ciągle walczyć, który czasem bywa pod dużą presją nawet jego Pani życia, kiedy tej presji ulega zatraca cel i nagrodę, o jaką walczy, wtedy walczy się na oślep, po omacku, wtedy można zaatakować przyjaciela lub posłać swoje wojska w pułapkę. Można ponieść wielkie straty, ale można też stać się przegranym. Kiedy walczymy po omacku, to walimy na oślep, zadajemy rany, stajemy się brutalni, budzą się w nas najgorsze instynkty. Odchodzi na bok honor, duma, odwaga i prawdziwe męstwo. Nagrodą jest przede wszystkim szczęście swoje i swoich bliskich. Szczęście nie oznacza tu dobrobytu, choć go nie wyklucza. Szczęście daje spełnienie, radość i prawdziwą miłość. Szczęście to pragnienie dobra dla najważniejszych osób w życiu, przede wszystkim dla Ukochanej. Święty Paweł, kiedy podsumowuje swoje życie, wypowiada genialne słowa. Parafrazując, kiedy pytają go, co dawało mu siły i chęci do walki mówi: "Miałem zawsze Pana przed oczami". Wskazówka dla walczącego: wiedzieć o co się walczy, widzieć cel i sens walki! Duchowość mężczyzny jest naznaczona walką. Powiedziałbym nawet, parafrazując pewne przysłowie: dopóki walczysz jesteś mężczyzną! Zatem do walki! |
Źródło: www.za-kochanie.pl STREFA BLOGÓW - .:BLOG:. Z rycerskiego szlaku



